„To fakt bezsporny absolutnie, więc nie ma sensu go podważać, choć w tym temacie trwają kłótnie, historia lubi się powtarzać” – śpiewał Jan Kaczmarek. Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby się powtórzyła, a zaczęła od spotkań Podhala z JKH Jastrzębie. Tak jak w sezonie 2009/10.

Najpierw trzeba pokonać pierwszą przeszkodę, a to nie będzie takie łatwe. Podhale jest faworytem w potyczce z Jastrzębiem, ale młodzi rywale nie mają nic do stracenia. Już w sezonie zasadniczym pokazali lwi pazur. Zespół świetnie poukładany przez Roberta Kalabera. Przed sezonem jastrzębianie mocno się osłabili, musieli zaciskać pasa, ale dobra –najlepsza aktualnie w kraju – praca z młodzieżą, sprawiła, iż jastrzębianie w lidze byli nieprzyjemnym rywalem. Przed sezonem wątpiono czy młodzież Kalabera dostanie się do szóstki. Dostała i wielu możnym sprawiła psikusa. Oby nie sprawiła góralom w najważniejszych meczach.

Optymizmu brak

Niestety ostatnie występy górali nie napawają optymizmem. Porażka za porażką. Ostatni raz pełną pulę zgarnęli 20 stycznia.
– Trudno o optymistyczne sygnały. Po tylu porażkach trudno będzie mentalnie wrócić do roli zwycięzców – to opinia Wojciecha Tkacza, byłego reprezentanta kraju.

Podhale ma wiele problemów, zaczynając od gry obronnej, co zresztą podkreślają sami zawodnicy. – Tracimy głupie bramki. Mamy problem przed własną bramką, nie pomagamy bramkarzowi – podkreśla Kasper Bryniczka.

Kolejny mankament to skuteczność i gra w przewadze. Z Cracovią nie potrafili wykorzystać 106-sekundowej podwójnej przewagi, z Orlikiem – 99-sekundowej. To tylko przykłady z dwóch ostatnich spotkań. Mało tego z Opolem stracili gola grając w przewadze! W szóstce byli najsłabiej grającym zespołem w przewagach.

– Mamy coś specjalnego przygotowanego na play off – zapewnia Kasper Bryniczka. – Szlifujemy przewagi na treningach, ale jeszcze nam nie wychodzą. Wierzymy, że w play off już wszystko będzie wychodziło – dodaje Bartłomiej Neupauer.

– Za wolno krążek wędruje między zawodnikami. Za statycznie rozgrywają przewagi. Próbują zagrań jeden na jeden, a tak się nie gra przewag – kręci głową Wojciech Tkacz.

Kolejna przypadłość Podhala to kary. Łapią ich mnóstwo i to tych z gatunku głupich. Taka gra to woda na młyn rywala. W play off tak grać nie można. To może słono kosztować!

No i jeszcze jedna przypadłość. Po zdobyciu bramki brak koncentracji. Było kilka spotkań w sezonie, kiedy „szarotki” traciły szybko bramki po swojej zdobyczy. I to – jak się później okazało – bardzo ważne bramki. Ale to wszystko ma się zmienić od wtorku. Tak przynajmniej zapewnia szkoleniowiec. – W dobrej dyspozycji mamy być we wtorek – jak mantrę powtarzał po każdej porażce Marek Rączka.

Nie po tym poznaje się prawdziwego mężczyznę jak zaczyna, ale jak kończy

Historia wzajemnych spotkań w play off nie jest długa, ale niekorzystna dla Podhala. Oba zespoły po raz pierwszy spotkały się w ćwierćfinale w sezonie 2009/10. Podhale do awansu potrzebowało dwóch wygranych (bonus), a rywal trzech. Sytuacja przed ostatnim meczem w Jastrzębiu nie była dla górali ciekawa, przegrywali w meczach 2:1 (4:3k, 1:5, 4:3k). Nowotarżanie przystępowali więc do konfrontacji z nożem na gardle. Jastrzębianie z kolei przed historyczną szansą znalezienia się grupie drużyn walczących o medale.

– Nie po tym poznaje się prawdziwego mężczyznę jak zaczyna, ale jak kończy – żartował po ostatnim gwizdku sędziego, Krzysztof Zapała. On i jego koledzy wrócili z dalekiej podróży. Do 55 minuty mecz im się kompletnie nie układał. Byli za burtą, ale zryw w ostatnich minutach dał im awans do półfinału play off.

29 sekundzie trzeciej tercji podopieczni Milana Janczuszki przegrywali 1:3. Czarny scenariusz był coraz bardziej realny. Górale jednak się nie poddali. Nastąpiły zmiany w poszczególnych formacjach. Do Voznika i Bakrlika doszlusował Baranyk i stworzyli pierwszy atak. W drugim grał Kolusz z Zapałą i Malasińskim, a w trzecim Ziętara z Dziubińskim i Bryniczką. Zmiany i pressing na całym lodowisku sprawiły, iż Podhale wyszło z opresji i przechyliło szalę zwycięstwa na swoją stronę. Dutka i Zapała znaleźli lukę między parkanami Kosowskiego, a Iviczicz cudnym strzałem z niebieskiej linii dał prowadzenie „Szarotkom”. 127 sekund przed końcem trzeciej tercji trener Wojciech Matczak wycofał bramkarza i Kolusz ulokował krążek w pustej bramce.

– Horror – twierdził wtedy drugi trener Podhala, Marek Ziętara. – Z emocji nie wiem jak się nazywam. Po pierwszej tercji byliśmy spokojni. Kontrolowaliśmy grę, cofnięci w obronie wyprowadzaliśmy groźne kontry. Wszystko było tak jak zakładaliśmy. W drugiej odsłonie zaczęliśmy się gubić przy zmianie rytmu gry. Dopuszczaliśmy do niebezpiecznych kontrataków; trzy na dwa, dwa na jeden. Po nich straciliśmy gole. Trzeba było wstrząsnąć zespołem i dokonać zmian w formacjach, by ożywić grę. Od 50 minuty przeszliśmy na pressing na całym lodowisku i to przyniosło efekt. Gospodarze się pogubili.

– Sukces rodził się wielkich bólach, ale może to dobry zwiastun – głośno myślał Maciej Klimowski, który nie opuszczał żadnego spotkania „Szarotek” na wyjeździe.

Czy historia się powtórzy?

Zapewne bylibyśmy uradowani. Wtedy był to początek drogi do sławy, bo „szarotki” potem wywalczyły tytuł mistrza kraju. To był ostatni tytuł. Czekamy już na niego siedem lat. Dla Podhala szczęśliwa jest siódemka. W latach 70-tych dziewięć razy sięgało Podhale po mistrzowską koronę, a potem w latach 1987, 1997, 2007. Teraz mamy rok 2017. Tym razem droga do sławy jest daleka. Nowotarżanie w walce o najwyższe trofeum nie są faworytem, ale w 2010 również nie było.

Podhale Nowy Targ – JKH Jastrzębie w play off , czyli ujemny bilans

* Zespoły w play off spotkały się dwukrotnie, w sezonie 2009/10 i 2014/15. Pierwsza rywalizacja w ćwierćfinale zakończyła się remisem 2:2, regulamin jednak premiował górali, którzy mieli bonus z sezonu zasadniczego i wystarczyły im dwie wygrane do awansu. Druga w półfinale zakończona sukcesem jastrzębian 4:1 w meczach. Stosunek bramek konfrontacji: 24-26.
* Najwyższa wygrana: 5:1 Podhala i 4:1 jastrzębian.
* Najwięcej goli dla Podhala zdobył Zapała (5), dla jastrzębian Lipina i Polodna (3).
* Najwięcej asyst zanotowali: Suur (Podhale) i Zdrahal (JKH) – po 5.
* Najwięcej punktów: Zapała (8) oraz Lipina i Zdrahal (po 7).

Źródło: sportowepodhale.pl / Stefan Leśniowski